Fotografia analogowa – miła rzecz w czasie kwarantanny

Na pewno wiele osób, które zagląda na moją stronę dobrze wie, że bardzo lubię fotografię analogową. Dziś, fotografia została zdominowana i właściwie utożsamiona z fotografią cyfrową. Jesteśmy pokoleniem wyposażonym w aparaty. Głównie te w komórce, które pozwalają nam być zawsze gotowym na zrobienie zdjęcia. Te małe, kieszonkowe urządzenia umożliwiają super wygodny i łatwy dostęp do rejestracji obrazu. Nic nam nie umknie! Byłoby to świetne, gdyby nie fakt, że urządzenie te są wręcz zbyt wygodne… Efektem tego są zyliony zdjęć, których nikt nigdy nie ogląda do końca, bo zajęłoby to 6 lat. Tak poza tym, czy można zrobić zylion dobrych zdjęć? hmm.

W tym wszystkim  fotografia analogowa wydaje się być niszowym hobby. Analog to zupełnie inna forma uzyskiwania obrazu niż fotografia cyfrowa. Halogenki srebra, które to są budulcem obrazu w fotografii analogowej, nigdy nie układają się tak samo, co za tym idzie, każde zdjęcie jest całkowicie niepowtarzalne. Obraz w fotografii analogowej jest w swojej budowie zbliżony do obrazu malarskiego czy grafiki. Dzięki niejednorodnej budowie materiału światłoczułego, obraz jest dużo bardziej „organiczny” niż to co otrzymujemy z matryc cyfrowych. Budowa matrycy cyfrowej  jest bardziej geometryczna, przez co obraz jest dość „monotonny”.

Dlaczego bawić się kliszą?

fotografia analogowa średni format

Większość mojego dzieciństwa i wczesnej młodości spędziłem na kursach z malarstwa. Malarskie podejście do dokumentowania rzeczywistości  kłóci się z modnym trendem hiper ostrych zdjęć gdzie wszystko ma wyglądać jak w broszurce Iphona 17++. Ma być super czytelnie, super ostro, ma być IDEALNIE, jak.. coś co nie istnieje. Problem w tym, że gdy na zdjęciu wszystko wygląda w ten sposób, to łatwo zatracić tajemniczość, którą tak bardzo kochamy i która sprawia, że dłużej zatrzymujemy oko na danym obrazie, oraz tracimy pewnego rodzaju „ducha” obrazu, który jest w stanie wzbudzić w nas różne emocje.

 

 

fotografia analogowa średni format

Czy nie szkoda czasu na fotografię analogową?

Fotografia analogowa wydaje się bardzo trudna, a na pewno trudniejsza niż radosne robienie zdjęć telefonem. Aparaty analogowe kojarzą nam się z archaicznymi przedmiotami, do użycia których potrzebna jest prastara wiedza, która została pochowana wraz siwymi panami fotografami, którzy zdobili okładki albumów z lat 80. Nie ma jednak nic trudnego w robieniu, a nawet wywoływaniu samemu zdjęć na kliszy. Cały skomplikowany proces sprowadza się po pierwsze do poprawnego naświetlenia filmu, wywołania zdjęć i ich zdigitalizowania – wszystko można zrobić w ciągu połowy dnia.

 

Tajemnicze światło i ostrość.

Jak naświetlić poprawnie film? Najprościej jak to możliwe –  z pomocą przychodzą nam ukochane smartfony, na których możecie zainstalować aplikację do mierzenia światła. Dla zdjęć, które robimy na co dzień, taki prosty sposób w zupełności wystarczy. Naturalnie są też aparaty wyposażone w światłomierze, w takim przypadku chyba nie muszę pisać co należy robić. Druga sprawa to ostrość. Większość aparatów analogowych (które nie są małpkami dla turystów. Choć i w licznej rodzinie małpek są te bardziej rozgarnięte, na prawdę godne uwagi) nie korzysta z systemu Auto Focus. Myślę, że większość z nas boi się obiektywu, który nie ustawi sam ostrości, tam gdzie mu pokażemy palcem (lub joystickiem) Tymczasem..kilka godzin wprawy i jesteśmy w domu. Ostrość to po prostu wielki kawał przestrzeni przed Tobą, w którym soczewki w obiektywie są tak zgrane, że rzucają na film (czy matrycę) ostry obraz. Teraz możesz sobie wyobrazić ten wielki kawał (który gdy ustawisz małą przysłonę jest cieńszy, a jak dużą to robi się grubszy) przed Tobą i śmiało go przesuwać jak tylko Ci się podoba. Mamy to!!

Co zrobić z naświetlonym filmem?

Przede wszystkim wyjąć z aparatu. Najlepiej w ciemnym pomieszczeniu i przełożyć do koreksu. Tu pojawią się małe schodki. Nawijanie filmu na koreks było dla mnie zawsze mordęgą. Ale cóż, nie jestem zbyt zdolny manualnie (może dlatego nigdy nie nauczyłem się grać na gitarze). Nawinięty film wywołujemy chemią, co trwa w opcji bardzo szybkiej 12 minut. W dowolnie dłuższych, zależnie od tego co chcemy osiągnąć nawet 3 godziny. Przeciętnie jest to pół godziny pracy w łazience. Wywoływanie filmu wymaga jeszcze kilu zdań więcej, nie chciałem się nim zajmować w tym i tak już nieco drugim wpisie. (Chcesz wiedzieć jak to zrobić? Pisz! podpowiem.)

Czym robić zdjęcia analogowe?

W fotografii analogowej, w odróżnieniu od cyfrowej, sam aparat nie jet aż tak istotny. Ważne żeby był wygodny, prosty w obsłudze w miarę pancerny i dawał przyjemność robienia zdjęć. To co się liczy najbardziej to rodzaj filmu oraz obiektyw. Nie mniej jednak, z racji bardzo dużej ilości aparatów, jakie w dalszym ciągu dostępne są na rynku, myślę, że recenzja tego czym robić zdjęcia wymaga osobnego wpisu.

Wszystkie zdjęcie pokazane w tym poście wykonane zostały średnioformatowym aparatem Pentax 6×7. Cudownym choć trochę ciężkim „klocuszkiem”. W kwestii aparatów analogowych jest raczej zwolennikiem średniego formatu – mały obrazek ciężko się digitalizuje i nie jest on aż tak wyjątkowy jak średni format. Wspomniany Pentax to lustrzanka (tak! z gigantycznym lustrem, klapiącym jak właz od schronu) Aparat ma jednak wiele zalet, przede wszystkim jest..średnioformatowy. W przypadku tego Pentaxa jest to rozmiar 6×7, co przekłada się na wielką połać naświetlonego materiału. Daje nam to świetny, plastyczny obraz o bardzo dużej rozdzielczości. Jeśli chcielibyście się dowiedzieć nieco więcej na temat tego aparatu to zapraszam tu.  Jeśli zafascynował Was tak bardzo, że zapragnęliście wejść w jego posiadanie, to pod tym linkiem, znajdziecie świetne porady co do dostępnych na rynku wersji aparatu.

Poniżej garść zdjęć wykonanych w czasie kwarantanny jak i chwilę przed nią.

 

fotografia analogowa średni format

Fotografie pentax 6x7

zdjęcia pentax 6x7

fotografia analogowa średni format fotografia analogowa średni formatfotografia analogowa średni format

Podziel się swoją opinią