Ola i Krzysiek – Ślub w Ogrodzie Babette

Ola i Krzysiek – Ślub w Ogrodzie Babette

Miejsce na wesele to chyba najtrudniejszy wybór jaki musimy podjąć w organizacji TEGO szczególnego dnia. Pamiętam jak sam musiałem się z tym zmierzyć 5 lat temu. Marzyło nam się miejsce bez wszechobecnego kiczu, buchającego stylem z początku wieku, gdzie białe połyskujące materiały zdobiły niemal wszystko a fioletowe światełka dodatkowo podgrzewały atmosferę… rodem z polskiej komedii. Minimalizm i prostota to hasła wyjątkowo trudne w Polskiej stylistyce.

Wesele w Ogród Babette

Całe szczęście w ciągu ostatnich kilku lat powstało wiele uroczych miejsc takich jak np. ogród Babette. Miejsce składa się z dwóch sal, większej, skierowanej do żywszej części gości, nie odmawiającej poprzebierania nogami, wykończonej w malowanej na biało cegle. Druga jest mniejsza, bardziej przytulnej, zaaranżowanej na miejsce do biesiady i wypoczynku pomiędzy figlami. Obydwie sale pozbawione są brzydkich elementów wykończenia, nie znajdziemy tam płytek na podłodze w stylu „bar przy szosie”, białych poliestrowych kubraczków na krzesłach, listw ledowych pałętających się pod nogami i całej masy innych „cudów techniki dekoratorskiej” lat 90. Dookoła sal mamy bardzo duży ogród, w którym z powodzeniem możemy zorganizować grę w podchody dla dwóch licznych drużyn albo ćwiczenia wojsk obrony terytorialnej. Najlepiej jednak po prostu w nim swobodnie pospacerować sącząc drinki i rozmawiając z dawno niewidzianymi znajomymi. Dodatkowo, w ogrodzie znajduje się nieco futurystyczny pawilon, nazwany strefą relaksu, w którym mamy bar i dużo kanap zachęcających do wyłożenia się i podziwiania okoliczności natury (bo pawilon nie ma ścian).

Najważniejsze są emocje

Muszę się przyznać do bardzo brzydkiej rzeczy, spóźniłem się na spotkanie z Krzyśkiem i Olą… Myślałem, że to pogrąży moje widoki na realizację takiego fajnego reportażu, ale spotkałem się ze zrozumieniem i po paru miesiącach spotkaliśmy się na sesji narzeczeńskiej. Byłem przeszczęśliwy! Dlaczego? Bo najważniejsze są emocje. Ola i Krzysiek nie mieli żadnych hamulców, żeby być sobą przed obiektywem. Uśmiechali się, wzruszali, przytulali, a ja im praktycznie tylko towarzyszyłem z aparatem. Wiedziałem, że taka otwartość zapowiada świetny reportaż z dnia ślubu. Nie myliłem się. Przekonajcie się z resztą sami.

Kto tu jeszcze maczał paluszki?

Sala weselna

Sukienka

DJ Patryk Burzyński